Harcerstwem się żyje

niedziela, 26 czerwca 2016 Harcerstwem się żyje

Mówią, że to przygoda życia. Opowiadają o niej z błyskiem w oku. Widać, że żyją tym na co dzień. Uprzejme, miłe, radosne, kulturalne. Harcerki z 1 Bialskiej Drużyny Harcerek „Ruczaj”!

 

Spotykamy się w harcówce mieszczącej się w podziemiach Klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów w Białej Podlaskiej. Przychodzą punktualnie. Podziwiam ich lokum. Klimatyczne, bo ściany i sufit to surowy mur. Po bokach specjalne ławy - skrzynie, w centrum stolik, przy oknie półka, na której umieściły m.in. przepiękną ikonę Matki Bożej Harcerskiej. Częstują herbatą i ciastkiem. Na wstępie informują, że ich drużyna liczy 33 harcerki. Mają sześć kilkuosobowych zastępów i zastęp tworzony przez zastępowe. Drużyna „Ruczaj” wywodzi się z Duszpasterstwa Harcerzy i Harcerek założonego przez ks. dziekana Mariana Daniluka. Teraz należy do Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej. Przy „św. Antonim” działa od 2012 r.

W błękitnych barwach

- Harcerstwo jest najpiękniejszą przygodą, jaka do tej pory mnie spotkała. To też szkoła życia. Zdobywamy tu wiele cennych umiejętności i poznajemy niesamowitych ludzi. Boli nas, że niektórzy uważają, iż harcerz to ktoś, kto biega po lesie w krótkich spodenkach. Nasza organizacja jest zdecydowanie czymś poważniejszym - podkreśla drużynowa Katarzyna Niestoruk. Tłumaczy, że zastępy spotykają się na cotygodniowych zbiórkach. Drużyna gromadzi się co miesiąc. W ciągu roku ma dwa większe wyjazdy, którymi są obóz letni i zimowisko. Oprócz tego harcerki wyjeżdżają na krótsze biwaki i rajdy. Ich znakiem rozpoznawczym jest szary mundur, składający się z bluzy i spódnicy. Uzupełnienie stanowią beret z lilijką, getry, wywijki i chusta. Barwą drużyny „Ruczaj” jest błękit. Na mundurze widoczne są też plakietka ze skrótem ZHR i naszywki. - Mundur kupujemy we własnym zakresie i możemy go nosić od samego początku. Oficjalne włączenie do harcerstwa następuje po nadaniu barw, które wiąże się z przyjęciem chusty, wywijek i pagonów. Wcześniej należy jednak przejść trzymiesięczną próbę zakończoną oceną nabytych umiejętności - wyjaśnia zastępowa Kinga Borecka. Drużynowa dodaje, iż mundur trzeba nosić na zbiórkach, podczas obozów, na Mszy św., apelach, podczas akcji i obchodów świąt narodowych.

Piękna więź

- Harcerstwo to przede wszystkim wychowanie młodzieży przez młodzież. Kiedyś same byłyśmy młodszymi druhnami i uczyłyśmy się od naszych zastępowych. Dziś mamy pod opieką swoje zastępy składające się z młodych dziewczynek. One uczą nas przede wszystkim cierpliwości. Trzeba mieć jej naprawdę sporo, bo pierwszoroczne harcerki są bardzo rozbiegane. Harcerstwo to praca nad sobą, kształtowanie siebie, swojego charakteru, uczenie się tego, co nam nie wychodzi. Jeśli do drużyny przychodzi np. cicha, skromna i zamknięta w sobie dziewczynka, która chciałaby się zmienić, to tutaj taką szansę otrzymuje. Jesteśmy otwarci na siebie, przyjaźni, nastawieni pozytywnie do każdego człowieka, z chęcią wyciągamy rękę do drugiego i myślę, że to jest bardzo piękne - mówi z przekonaniem zastępowa Gabrysia Wieczorek, zaznaczając, iż po roku pracy ze swoimi podopiecznymi dostrzega zmiany w ich zachowaniu. - Jesteśmy ze sobą bardzo zżyte. Biorą ze mnie przykład, widzą we mnie przewodnika, a nawet próbują naśladować moje gesty, powiedzonka. Świetnie wyczuwają mój nastrój. Wiem, że udzielają się im moja radość i smutek - opowiada Gabrysia.

Nie sprzedajemy ciasteczek!

Moje rozmówczynie przyznają, że w swoich środowiskach wzbudzają niemałe zainteresowanie. - Kiedy byłam w podstawówce i powiedziałam moim koleżankom, że należę do harcerstwa, zaczęły mnie pytać, czy chodzę po domach i sprzedaję ciasteczka - śmieje się Kinga, dodając, że to kolejny mit harcerza, lansowany w… telewizyjnych bajkach dla dzieci. - Kiedy z kolei przyszłam na szkolny festyn w mundurze, otoczyły mnie i pytały o szczegóły mojego stroju - wspomina.

- Gdy idziemy w mundurach przez miasto, niektórzy patrzą na nas z pewnym zaskoczeniem. Starsze osoby często uśmiechają się do nas i pozdrawiają harcerskim: „Czuwaj!”, co jest bardzo miłe - dodaje Gabrysia.

Drużynowa Katarzyna, która uczy się w liceum mówi, że przez przynależność do harcerstwa nie zawsze jest w pełni rozumiana. Szczególnie, gdy odmawia picia alkoholu i palenia papierosów, bo harcerz takich rzeczy nie robi. - Nie rozumieją mojego wyboru, ale widzę, że jednak go szanują. Kiedy opowiadam o obozach, zaczynają się dziwić. Mieszkanie przez dwa tygodnie w lesie, w zbudowanym własnoręcznie obozie to dla nich absolutna abstrakcja. Z zaskoczeniem pytają: co to jest latryna, jak można przeżyć bez prysznica. Moje opowiadania przyjmują z nutą fascynacji i niedowierzania, że w XXI w. można tak funkcjonować - opowiada Katarzyna.

Życie harcerstwem

Pytam o ideały. Wyznacza je prawo harcerskie. - To nasz dekalog. Składa się z dziesięciu punktów i uczy, jak być dobrym harcerzem. Prawo mówi o miłości drugiego człowieka, Boga i ojczyzny, o braterstwie, o tym, że trzeba sobie pomagać, być odważnym, męskim i rycerskim - wyjaśnia drużynowa. - Pamiętam, że trudno było mi nauczyć się go na pamięć, ale dziś żyję nim na co dzień - zaznacza Gabrysia.

- Na obozach i biwakach uczymy nie tylko orientacji w terenie, czy pierwszej pomocy. Na początku uczymy właśnie prawa harcerskiego, aby nasze podopieczne potrafiły go przestrzegać i zgodnie z nim postępować. Chcemy, by wiedziały, że harcerstwem się żyje, a nie do niego należy - celnie podkreśla zastępowa Klara Chwaluk.

Harcerki, które kończą gimnazjum lub zaczynają naukę w szkole średniej, mogą złożyć harcerskie przyrzeczenie. - Wtedy otrzymujemy krzyż harcerski i zobowiązujemy się służyć Bogu, Polsce i człowiekowi, podejmować pracę nad sobą oraz całym życiem przestrzegać prawa harcerskiego. Przyrzeczenie składa się po osiągnięciu odpowiedniego wieku. Musi być ono podjęte świadomie i ze szczerą wolą - wyjaśnia drużynowa.

Sami dla siebie

W tym roku do drużyny przyjęto 18 nowych osób. - Pamiętam swoje początki. Poszłam za przykładem starszej siostry. Ona po pewnym czasie odeszła z drużyny, ja zostałam do dziś. Nie czułam żadnych trudności w przystosowaniu się do nowego środowiska. Inaczej jest z moimi podopiecznymi. One muszą walczyć ze sobą, by sprostać zasadom, że tutaj się nie przeklina, nie siedzi z nosem w telefonie, nie obraża się na nikogo, próbuje żyć w zgodzie z innymi. Dziś to zdecydowanie trudniejsze niż kiedyś. Cóż, takie czasy - wzdycha Gabrysia. Harcerstwo uczy samodzielności.

Zamieniam się w słuch, gdy harcerki opowiadają, jak samodzielnie przygotowują obozowiska, rozbijają namioty, budują zasieki i toaletę, zbijają prycze, gotują, prowadzą zajęcia dla podopiecznych… ot, prawdziwa szkoła życia, która przydałaby się niejednemu współczesnemu nastolatkowi.

- Na zastępowanych, które mają po 14-15 lat, ciąży ogromna odpowiedzialność. One nie są jeszcze w pełni uformowane, a już wychowują młodsze dziewczyny. Nie mamy nad sobą nauczyciela, wszystko musimy ogarnąć sami - zaznacza drużynowa. Mówi, że harcerzem jest się przez całe życie, nawet gdy nie uczestniczy się w nim czynnie. - Z raz wybranej drogi nie da się tak łatwo zboczyć - podsumowuje Katarzyna.

Bez Boga nie warto!

Harcerki podkreślają, że w ich formacji bardzo ważne jest wychowanie do miłości ojczyzny. Widuję ich na wszystkich bialskich obchodach świąt narodowych. Bardzo poruszający obraz! Wspominają też o wierze. - Naszym duszpasterzem jest o. Mariusz Dunaj, który pomaga nam rozwijać się duchowo. Spotykamy się z nim na zbiórkach, towarzyszy nam także na obozach i zimowiskach, gdzie uczestniczymy w codziennej Mszy św., modlimy się rano i wieczorem, odmawiamy Różaniec i Koronkę do Miłosierdzia Bożego. To bardzo ważne, bo harcerstwo zakłada, że pełne wychowanie człowieka musi opierać się także na formacji religijnej. Sam założyciel skautingu Robert Baden Powell powiedział, że gdyby skauting miał być bez Boga, to lepiej, żeby go w ogóle nie było - podkreśla K. Niestoruk. A Gabrysia dorzuca, że każda zbiórka zaczyna się i kończy modlitwą.

Mały książę i umba-umba

Na koniec pytam o zabawne sytuacje. Dziewczyny wybuchają śmiechem. Mogłyby opowiadać o nich godzinami. Gabrysia wspomina swoje pierwsze nieudane nocne podchody. Została złapana przez małych wartowników, ale odpłaciła się im zniszczeniem ogrodzenia. To było wbrew regulaminowi, więc spotkała ją kara. Klara opowiada o innych wpadkach. - Zdarzyło się, że ktoś niechcący utopił okulary korekcyjne w latrynie. Częściej dochodzi jednak do topienia latarek. Jeśli były akurat włączone, dawały efekty świetlne dopóki nie rozładowały się baterie - śmieje się zastępowa, opowiadając o sprawnościach, które ich podopieczne zdobywają na obozach. Jedna z nich to „leśny człowiek” i polega na tym, że ochotnik wchodzi na drzewo i śpi na nim przez całą noc (a raczej drzemie, bo o sen wtedy trudno). Wśród małych druhen bardzo popularny jest „mały książę”. Aby zdobyć tę sprawność, należy przez cały dzień chodzić boso, żywić się chlebem i wodą oraz rozważać Pismo Święte. Jest jeszcze „milczek” - polega na milczeniu przez całą dobę. - Nikt nie oszukuje, jeśli próba się nie uda, dziewczyny same przychodzą do zastępowych i zgłaszają koniec - mówi Klara. - Na początku bałam się nocnego wartowania. Oczami wyobraźni widziałam wtedy naprawdę wszystko. Pamiętam, jak pewnego razu stałam na warcie i zauważyłam palącą się pod zasiekami trawę. Potem coś wybuchło. Okazało się, że harcerze z sąsiedniego podobozu podłożyli pod ogrodzenie… petardę własnej produkcji - wspomina drużynowa. Gabrysia opowiada jeszcze o zabawie „umba umba”. - Z takim okrzykiem wbiegają do naszego obozu harcerze, którzy porywają upatrzoną harcerkę, aby potem … wrzucić ją do pobliskiej rzeki lub jeziora - tłumaczy z uśmiechem zastępowa.

O moich rozmówczyniach można pisać dużo, ale i miejsca mało, i spotkanie było przykrótkie... Kilka godzin później zobaczyłyśmy się ponownie, tym razem na czuwaniu młodych w Kodniu. Miło było! Dziękuję! 

Autor: Agnieszka Wawryniuk
Źródło: Echo Katolickie

KOMENTARZE

Brak komentarzy

zostaw komentarz