Niezwykłość? To za mało…

czwartek, 26 maja 2016 Niezwykłość? To za mało…

Za sprawą wydarzeń w Legnicy, wcześniej zaś w Sokółce, na nowo w debacie publicznej powróciła kwestia możliwości zaistnienia cudu. W nauce takie pojęcie nie istnieje, choć nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć tego, co się stało. Co najwyżej może mówić o zjawiskach, których nie da się empirycznie wyjaśnić. Dla chrześcijan cud stanowi istotny element wiary.

 

Pytać chrześcijanina: czy cuda się jeszcze dziś zdarzają, to jakby zapytać człowieka, czy bycie „homo sapiens” ciągle jeszcze polega na używaniu rozumu - tłumaczy ks. Wojciech Hackiewicz, wykładowca teologii fundamentalnej w Wyższym Seminarium Duchownym w Siedlcach. Wiara w cuda to przecież znak rozpoznawczy chrześcijan. Wierzymy i doświadczamy tego, że Bóg wkracza w nasz świat, że się z nami kontaktuje, daje znaki, daje nam samego siebie. Po co? Żeby nas uratować - zbawić. A to dlatego, że „do końca nas umiłował”. W jaki sposób Bóg się z nami kontaktuje? - Używa sposobów i narzędzi bliskich człowiekowi: słowa i czynu. Boże czyny, inaczej Boże dzieła, to właśnie cuda. Biblia zaś to nic innego jak święte dzieje kontaktów Boga z człowiekiem. Największym cudem Boga było Jego zjawienie się między nami w Jezusie Chrystusie. Cała historia święta ostatecznie wypełniła się w tej największej ingerencji Boga w świat człowieka. Podobnie jak w pierwotnym Kościele, tak i w XXI w. Bóg czyni cuda - dopowiada ks. Wojciech.

W pogoni za cudami

Niewiele jest rzeczy, które od zawsze elektryzowały ludzi, jak właśnie cuda. Liczne świadectwa odnaleźć można w Biblii, w wydarzeniach z historii Kościoła. Cud też jest znakiem wymaganym do potwierdzenia świętości kandydata na ołtarze w procesie kanonizacyjnym (z wyjątkiem męczeństwa). Dziś z jednej strony kwestionuje się w ogóle możliwość jego istnienia, tłumacząc to racjonalnością świata i przypisując brak rzetelnej wiedzy naukowej tym, którzy uznają go za fakt. Z drugiej - wyraźnie da się dostrzec narastającą tendencję do poszukiwania cudowności nawet tam, gdzie jej nie ma. Mamy w pamięci rzekome objawienia w okolicach Oławy sprzed lat czy też „cudowne” wizerunki Matki Bożej „objawiającej się” na szybie. Łatwowierność ludzi, słabość wiary, która swojego uzasadnienia poszukuje w sensacyjności i przygodności, kompromitujące zachowania (np. przemieszczanie się tłumów ludzi, którzy w poszukiwaniu cudowności są w stanie pokonać setki kilometrów przy jednoczesnym braku zainteresowania Eucharystią - największym cudem, w jakim dane jest uczestniczyć człowiekowi) sprawiają, iż podważana jest w ogóle możliwość istnienia cudu. Jest to druga skrajność, która jednak stoi w konflikcie z prawdą.

Pieczęć wiarygodności

Zarówno Stary, jak i Nowy Testament zawierają wiele opisów cudownych wydarzeń. Zawsze są to znaki budzące zdumienie, naruszające prawa natury. Ale nie takie jest ich główne zadanie. Przede wszystkim potwierdzają autorytet Stwórcy, stanowią pieczęć wiarygodności wypowiedzianych wcześniej słów Jego wysłannika. Mają też wpisany w siebie wymiar uprzedzający wobec wydarzeń historii zbawienia, są znakiem obecności i działania Pana Boga, komunikują Jego zamiar zbawienia człowieka - obdarowania go życiem. Zawsze dokonują się - a ma to fundamentalne znaczenie dla późniejszej ich interpretacji - w kontekście religijnym.

Na przestrzeni wieków da się dostrzec w teologii wyraźną ewolucję poglądów na to, czym jest w swojej istocie cud. Najczęściej przytacza się dwie klasyczne jego koncepcje. Pierwsza jest autorstwa św. Augustyna. Według niego cud jest wydarzeniem niezwykłym, wywołującym zdziwienie u ludzi, różniącym się od zwykłego biegu rzeczy, przez co pobudza zainteresowanie religią. Doktor z Hippony zwraca uwagę na aspekt psychologiczny, akcentując rolę wewnętrznego, subiektywnego przeżycia, przykładając mniejszą wagę do fizycznej transcendencji cudu. Inną koncepcję cudu stworzył św. Tomasz z Akwinu. Postrzega go głównie - od strony transcendentalnej i przyczynowej - jako dzieło przekraczające siły natury stworzonej. Cudem, według niego, jest to, co dzieje się poza porządkiem natury, czego nie daje się wytłumaczyć rozumowo. Definicja, choć zaniedbano w niej funkcję znaku i zmarginalizowano rolę kontekstu religijnego, została przyjęta powszechnie w teologii katolickiej. Szybko jednak okazało się, że jest niewystarczająca. Weryfikacja nastąpiła w oświeceniu, kiedy wraz z rozwojem nauk empirycznych stwierdzono, iż to, co do tej pory brano za cud, było prawem natury, którego z powodu braku wiedzy wcześniej nie znano. Szala przechyliła się w drugą stronę: a priori zakwestionowano możliwość istnienia cudu w ogóle! Nieprzypadkowo więc na ojcowie uczestniczący w Soborze Watykańskim I potwierdzili, iż z punktu widzenia teologii możliwość istnienia cudu jest dogmatem. Jednocześnie postanowiono zwracać większą uwagę na poprawną interpretację wydarzeń uznawanych za cudowne i potrzebę wnikliwej weryfikacji, aby uniknąć w przyszłości błędów. Tak się dzieje do dziś. Na przykład w Lourdes na ponad 6,7 tys. przypadków uznawanych za nadzwyczajne uzdrowienia, zarejestrowanych w latach 1858-1999, po dogłębnym zbadaniu jako cudowne proklamowano tylko 66, co stanowi mniej niż 1% odnotowanych faktów. Ostrożność jest zatem bardzo uzasadniona. W tym kontekście nie może też dziwić, iż zarówno w Sokółce, jak i w Legnicy Hostie, które zamieniły się we fragment krwawiącego Ciała, poddano długim, wnikliwym badaniom, zanim podano do publicznej wiadomości fakt cudu eucharystycznego.

Sito weryfikacji

Dziś w teologii widać wyraźny nawrót do źródeł, czyli do tradycji biblijnej i patrystycznej (nauka Ojców Kościoła). Podkreśla się, iż cud sam w sobie nie ma absolutnej siły dowodowej. Nabiera jej dopiero po zaistnieniu pewnych warunków. Ma sens tylko wtedy, gdy jest postrzegany w kontekście działania Boga w całej historii zbawienia, a zwłaszcza wobec największego cudu, jakim było wcielenie Syna Bożego. Wszystkie cuda bowiem są zapowiedzią, przedłużeniem i przybliżeniem człowiekowi zbawczej miłości Boga, którą nam okazał w Jezusie Chrystusie. Innymi słowy: skoro wcielenie jest największym cudem, wszystkie inne tutaj znajdują swoje dopełnienie i pełny sens. Jeżeli tak nie jest, można mieć pewność, iż mamy do czynienia z fałszerstwem.

Cud jest znakiem, który trzeba zinterpretować. Pierwszym sitem jest weryfikacja naukowa. Po wnikliwych badaniach zostaje stwierdzone, iż posiadana aktualnie wiedza empiryczna nie jest w stanie wyjaśnić racjonalnie danego faktu (np. uzdrowienia). Na tym etapie następuje też weryfikacja teologiczna, która, najogólniej mówiąc, ma wykluczyć elementy subiektywnego doświadczenia, zestawić je z doświadczeniem Kościoła. To jest wstępem do drugiej fazy, czyli analizy filozoficznej: skoro nauka nie potrafi znaleźć przyczyny badanego zjawiska, należy jej szukać albo w nieznanych dotąd prawach natury, albo w rzeczywistości ponadnaturalnej. Trzeci, zasadniczy etap to interpretacja religijna. Jest możliwa tylko wtedy, gdy zaistnieje odpowiedni kontekst religijny. Dopiero wówczas cud staje się znakiem Bożego działania. Kontekst religijny wyraża się w dwóch aspektach: w wyraźnym odniesieniu do Boga oraz w dobru religijnym i nadprzyrodzonym człowieka. Są one konieczne! Z tego powodu np. wykluczono z kanonu świętych ksiąg pisma apokryficzne, pełne opisów rozmaitych cudowności (np. Jezus ożywiający martwego ptaszka, zabawiający sztuczkami rówieśników), ponieważ brakuje tam jasnego odniesienia do wymiaru zbawczego.

Jego miłość nie przemija!

Nielogiczny jest też zarzut niektórych badaczy, że cudu nie da się powtórzyć w laboratorium. Dlaczego miałby się tam wydarzyć? Aby zaspokoić ciekawość naukowców? Zaistnieniu cudu zwykle towarzyszy modlitwa, wiara, ufność i oddanie się Bogu - nie nastawienie na sensację czy niezwykłość! Pierwszoplanowa rola tych drugich zdyskwalifikowała zarówno wspomniane opisy apokryficzne, jak też odbiera wiarygodność współczesnym rzekomym „cudom”. Analogicznie sprawa ma się z szukaniem na siłę cudowności w osobie i czynach św. Jana Pawła II (swego czasu pisma, na co dzień wrogo nastawione do Kościoła, zarobiły niezłe pieniądze, żerując na ludzkiej naiwności).

Dziś Kościół w Polsce stawia sobie pytania o interpretację niezwykłych wydarzeń w Sokółce i w Legnicy. Co do istoty praktycznie nie różnią się od siebie. Przeważa opinia, iż w kontekście narastającej obojętności wiernych zwracają one uwagę na realną obecność Jezusa w Eucharystii. Są przypomnieniem, iż ON TAM JEST! Żywy i prawdziwy! Jest Źródłem życia. Że gehenna na Golgocie jest nie tylko wydarzeniem historycznym, ale nieustannie aktualizuje się na ołtarzach całego świata! Ogień miłości Zbawiciela i Jego pragnienie, by przygarnąć do Siebie jak najwięcej dusz ludzkich, nie jest dziś ani odrobinę mniejszy od tego, który zapłonął blisko 20 wieków temu.

Autor: Ks. Paweł Siedlanowski
Źródło: Echo Katolickie

KOMENTARZE

Brak komentarzy

zostaw komentarz